Jam widział wszystko duszy smętnej okiem,
A życie moje było jedną raną;
Chciałem Ojczyzny mojej być prorokiem,
Widzieć ją w waśniach bratnich nieskalaną,
I cały zwarty w tem czuciu głębokiem
Wołałem, patrząc w Polskę krwią zalaną:
„Nieba nie żądam — piekła się nie boję,
Lecz mocy pragnę pomścić krzywdy twoje!“
I olśniewałem mową płomienistą
Młodzieńczych myśli rozjaśniając mroki...
I lgnęła do mnie młódź ta duszą czystą,
A jam kierował jej niepewne kroki,
By szczerość uczuć nie była w niej mglista,
By się horyzont rozwidniał szeroki;
I tak z litewską młodzią żyjąc społem,
Jenom być żądał Prawdy apostołem.
Alić nademną skłębiły się burze,
A moje słowa zmieniane opacznie
Z obłocznych krain ściągano w kałuże...
I oto krwawa rozpłata się zacznie.
Wżdy moje skrypta — myśli pełne kruże,
Z płomieni ducha wylęgłe rozpacznie,
Zowią bluźnierczym pociskiem w przestworze
Więc się w mym smętku Tobie skarżę, Boże!...
Oto skazaniec na poły umarły
Rzucam Ci z ciemni w Twą jasność pytanie:
„Wiecznież nad światem rząd mieć mają karły?...
Przyjdzie li kiedyś serc ludzkich zbratanie?
Sprawiedliwości wrota się zawarły
I jeno w duszach mdłe prawdy świtanie.
Kiedyż, ach, kiedyż miłości podmuchem
Sprawisz, by Polska jednym wskrzesła duchem?...
∗
∗ ∗ |