Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/418

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LXIV.

W powiekach rubin i błysk dziwny gore;       505
Powieki nożem zdają się rościęte;
A przez czerwoną rubinową korę
Patrzy Duch... widmo przeszłości przeklęte!..
Przez jakież Panie męki i pokorę?!       510
Przez jakież późniéj ciała z krzyża zdjęte
Musiałem ścierać strach z mojego czoła?!
Z oczu wydzierać ciemną skrę anioła?!


LXV.

Żem wyzwał słońca Twoje i xiężyce
I meteorów ogniska i burze,
I przeciw gniewom Twoim niósł przyłbicę       515
I chciał zobaczyć sługa — komu służę?...
Żem chciał zobaczyć Panie! twoje lice.
Cztery pioruny Twoje... świata stróże...
Wszystkie potęgi Twoje o świat drżące,
I wszystkie słońca i wszystkie miesiące:       520


LXVI.

Tyś mną pogardził Panie! i ominął,
I do straszliwéj śmierci doprowadził. —
Swityn żył jeszcze. Starzec sławą słynął,
Bił wrogi moje, winy moje gładził,
Granicę mego królestwa rozwinął,       525
Na dwu srebrzystych morzach mię posadził;
Stary — a miecza do pochwy nie chował.
Jam go jak ojca — kochał — szanował...


LXVII.

Pamiętam... biła północna godzina,
O konstellacja łabędź jak krzyż złoty       530
Nad wieżą, gdziem był, leciała... jedyna
Sufitów próżnych lampa śród ciemnoty:
Wtém myśl ohydna o śmierci Swityna
W serdeczne moje wstąpiła zgryzoty
Z taką potęgą!... żem wnet ku niéj dłoni       535
Podał, jak dziecko uśmiechnął się do niéj...