Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/392

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XXVIII.

Więc wkoło — wioski w wieńce kaliniane
Strojne i Roki poświęcone duchom,
Mogiły kozom i pasterzom znane,
Trzody dziwiące się ptaków rozruchom,       220
Mogiły dawne! dawno zapomniane!
Dawno oddane mgłom i zawieruchom!
Z darni odarte...


XXIX.

Czasami tylko jaki Zwyczaj dawny
Indyjski na kształt złotego upiora       225
W lasach powstanie. — Kiedy rycerz sławny
Umrze... to lud go grzebie jak Hektora:
Dwanaście koni bije i krwią spławny
Stos... gdzieś pod lasem... pod mgłami wieczora
Ubrany w rogi jelenie i w głowy       230
Zamienia w ogień... i w słup purpurowy.


XXX.

Wieszcze się jawią w ogniu i Guślarze
Przepowiadają przyszły świat nieznany.
Co w pieśni stworzą, to się wraz pokaże
Przyprowadzone na świat przez szatany.       235
Każdy wiek wielkie miał prawdy Ołtarze,
Cześć ducha, ducha namiętne Kapłany,
Którzy wyroki uprzedzając Boże,
Dla ciał... nie krzyże mieli... ale noże.


XXXI.

Wzgarda je wielka ku ciału paliła,       240
A duch upajał jak sok bachusowy.
Niejedna teraz Druidów mogiła
Którą oplata w koło krzew różowy,
Kiedy ją słońca strzała wskróś przeszyła,
I przeszył ogień zorzy brylantowy...       245
Gdy wejdziesz w ciemne granitowe bramy
Pokaże ci swe słońca: krwawe plamy —