Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/345

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Narodowi dźwiękiem miła,
Ludu sen wspominająca.        70

To jak słońce w półobłoku
Oczom wychodziła, rosła;
To jak róża na potoku,
Albo lekki Sylf bez wiosła.
Jakaś siła nie widzialna,        75
Przez poetę na świat lana,
Wolna — jako Anioł Pana!
Silna – jako skra zapalna!

Dziś co? — Każdy wieszcz z rozkazem,
Każdy patron sam za sobą,        80
Nie z promieniem, lecz z wyrazem,
Nie z swych duchem, lecz osobą.
Kiedy gore świat cierpieniem,
Kiedy wzbiera czynu fala,
On się kładzie sam kamieniem        85
Na ruch ludzki nie pozwala;
Chce zawrócić w stare łoże
Nowe fale — rzeki Boże;
Do zbolałych serc nie wnika,
Czynu ludu nie ma w dłoni,        90
Ale w uszy formą dzwoni,
Albo dzwoni — albo syka.
Jego dźwiękiem, jego mową
Nie odetchnie pierś szeroka,
Nie pomyśli jego głową,        95
Skier nie weźmie z jego oka;
Tylko z nędznej szyty płachty,
Zamiast wieszcza — sztandar jego
Krzyk: „na Boga czerwonego...
„Ty, kto jesteś! nie rżnij szlachty!!“        100

Któż i gdzie zagroził nożem?
Któż i gdzie ci stanął sporem?
Możeś spotkał się z upiorem?
Z całém dawném Zaporożem. —