Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/340

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o tém, co się stało, boby się gniewał, to człowiek obraźliwy.“
Na znak xięcia pana szlachta się znów wzięła do półmisków i kielichów, czyniąc tak, jak gdyby pana Drzymały w istocie nie było. Nieraz więc dostawał w łeb kielichem albo farfurką — albo też łokciem w bok, a zawsze się usuwał, lecz nic nie mówiąc. Był bowiem obżarty, i przez wzgląd na żołądek wiele przebaczał. Znalazł nareszcie wolne miejsce przy stole, i usadowiwszy się złożył na farfurce mnóstwo wielkie zwierzyny, kielich węgrzynem napełnił, a niedbając więcéj na żarty, w zupełnéj spokojności dary Boskie spożywał.
Po niejakim czasie xiąże pan, pokazując digito na farfurkę pana Drzymały, zawołał niby z przestrachem: „Xięże Ryło, weź wacpan stułę i kropidło i poświęcić stół — bo tu djabli siedzą i łykają święcone. Ja nie widziałem nigdy, aby jaki człowiek tak jadł, jak ta farfurka; — więc to musi być djabeł, którego Chrystus Pan wpędził w świnię nad Jenezaretańskim morzem. — Wszelki duch Boga chwali — panie kochanku, ta farfura wychodzi sama od stołu.“
I w istocie pan Drzymała zniecierpliwiony wynosił się za drzwi, niosąc talerz z pieczywem przed sobą; — ale xiąże pan, który nieraz i po pijanemu korki u trzewika niewiastom ustrzelał, chwyciwszy za sztuciec nabity kulą, przymierzył się, i przy drzwiach już będącemu panu Drzymale talerz z ręki kulą wytrzasnął. — Nieszczęśliwy pan regent zmięszał się niepospolicie i osłupiał — lecz nie mogąc już znieść dłużéj owych afrontów, ze łzami w oczach obróciwszy się do towarzystwa,