Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/332

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Czemu mi Acan przerywasz?“ — potém przetarłszy oczy, jak ze snu: „A to co?“ zawołał, pokazawszy na wóz i niedźwiedzie. — Na to djabeł siedzący na beczce odpowiedział: „Puszczaj, mości xiąże, to Najświętsza Panna przysyła beczkę wody ze stopki poczajowskiéj Ojcom Bernardynom za to, że pięknie śpiewali na resurrekcyi — bo jeżeli nie popłuczą gardła wodą, to pomrą i nie skosztują jutro kiełbasy.“ — „Łżesz!“ krzyknął pan sierotka, to djabli przysyłają xiężom beczkę dyweldreku — chcą klasztor struć! ale ja nie pozwolę na to jakem sierotka; — gdyby to był prezent od Najświętszéj Panny, toby tu w dyszlu były konie Chrystusowe, a nie moje niedźwiedzie.“ — „A kiedy tu w Litwie nie ma Chrystusowych koni.“ — „Są!“ krzyknął xiąże, „jeśli Najświętsza Panna poszuka osłów, to znajdzie, bo są w Litwie! nieprawdaż panie kochanku?“ dodał, obracając się do D., wszak każdy biskup nowo sakrowany winien pierwszéj niedzieli wjechać do kościoła na ośle; — a xiądz biskup wileński, że nie znalazł takiego zwierza, to się markocił, a ja mu poradziłem, aby wsiadł na swego synowca, i tak zrobił. Jakem biedny sierotka, Najświętsza Panna nigdy nie jeździła na niedźwiedziu.“ — „Mości xiąże,“ odezwał się Dunin, „musiała kiedyś jeździć na niedźwiedziu — a zkądżeby się wziął herb z Szantyrów.“ — „Milcz Waćpan — a to widzisz, że to beczka moja z herbami — więc to kradziona rzecz — et confiscatur.“ Tu wmięszał się xiądz gwardyan, który po odbytéj processyi rozebrawszy się z ornatów, w trop przybiegł za xięciem panem, a zadyszany jeszcze trafiwszy na dysputę względem beczki odezwał się: