Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Każdy harfy ton jak rycerz w zbroi,       80
Na rumaku wybiega szalonym;
Jako rycerz duch, głos każdy leci,
I obbala z rumakami rycerzy.
Ile strun tyle wężów wybieży
Z harfy ojca, i oczyma zaświeci,       85
I skrzydłami ognistemi okręci
Wojsko Lecha.

WÓDZ.

Gdzież wódz jest dwugłowy?

ROZA WENEDA.

Nie wierzycie mi ludzie przeklęci?
Rzućcie czary te w krąg Derwidowy.
W kręgu trupich głów, wodza postawię.       90

WÓDZ.

Nie uwierzym, aż ujrzym oczyma.

ROZA WENEDA.

Ty co nosisz złote piórko pawie
Migocące od pierwszych błyskawic,
Odwal kamień, ten kamień olbrzyma. —
Cóż? nie możesz? — Więc dwanaście prawic       95
Niech ten kamień odwali — choć ruszy.

WODZE.

Nie możemy.

ROZA WENEDA.

Więc rękami go duszy
Ja podniosę — i niech idzie do piekła.

WODZE.

Cudy! słowo zaklęte wyrzekła
I ten kamień wstał.

(ROZA WENEDA wchodzi, odwaliwszy kamień, do podziemnego lochu i wyprowadza LELUM i POLELUM, przykutych za ręce łańcuchem do siebie.)
ROZA WENEDA.

I wódz się zjawił.
Patrzcie! łańcuch co ręce pokrwawił,       100