Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Król na tronie włosy rwał i rzucał,       25
A pioruny je paliły w powietrzu. —
Lecz nie mówcie nic jutrzéjszym trupom.

HARFIARZ.

Cóż wyrzekły wróżby, powiedz? straszna!

ROZA WENEDA.

Wczoraj kości warzyłam na polu,
Mózg gotował się w czaszkach człowieczych,       30
I wilgotna kość jęczała na ogniu.
Słuchająca wrzasku tych umarłych
Pomazałam krwią zamknięte oczy —
I nagle!
Widmo straszne wyszło z ognia do mnie,       35
I zawiodło mnie na walkę duchów.
Słuchajcie!
Wódz dwie głowy miał: wtém jedna głowa
Oczy nagle jako trup zawarła,
Spadła na nią iskra piorunowa;       40
I ta głowa smętna, już umarła,
Jęła smutnie mówić z drugą żywą,
Aż skry zjadły jak smolne łuczywo
Rozpłakaną tułowu koronę.
I spojrzałam w drugą walki stronę,       45
Odwróciwszy się jak od gasnącéj główni
Od półmartwéj osoby.
I tam stali ludzie w szyku, równi,
Równi, zimni, biali jako groby,
Miecz je walił gdy piorun był niemy,       50
Czasem walił piorun i miecz razem.
Wtém ktoś cicho wykrzyknął: giniemy!
I tysięcy sześć — nie tkniętych żelazem —
Sześć tysięcy bez ducha upadło,
Jakby je kto struł. — Nadeszłam z nożem —       55
Otworzyłam jeden tułów trupowy,
I znalazłam że w nim serce zbladło,
I tak trzęsło się jak liść olchowy:
Więc plunęłam temu sercu w usta,
I rozcięłam drugą pierś dla ptaków;       60