Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I powie sobie: jestem zwyciężony.
Śmiech nas pozbawia zaufania w sobie       55
I rodzi niemoc; ja znam takich ludzi
Z których się żaden żywy śmiać nie waży;
Ci ludzie mają królestwo nad temi
Którzy są śmiechu ludzkiego poddani.

LILLA.

Królowo! czegoż ty się teraz boisz?       60
Czy tu są tacy co wyśmieją litość?
Widziałam w twoim sypialnym pokoju
Okno, którego nigdy nie zamykasz
Bo w nim jaskółka uwinęła gniazdo,
Więc ty masz litość: a czy się kto śmieje       65
Że ty masz litość nad jaskółką? — Pani,
Więc ja znalazłam w twojém sercu litość!
Trzebaż być jeszcze, jeszcze nieszczęśliwszą
Ażebyś ty się pani zlitowała?
Więc każ mi wydrzeć te spłakane oczy,       70
A potem zlituj się nade mną ślepą,
I każ mnie wpuścić do ojca ślepego.
O! proszę! proszę! każ mi wydrzeć oczy.

GWINONA.

Smutny to żebrak co grosz wydrze nudą.

LILLA.

O! będę nudzić, nudzić aż zezwolisz.       75

GWINONA.

Gryfie, każ wpuścić ją do téj ciemnicy
Gdzie siedzi ojciec jéj, morzony głodem.

(LILLA WENEDA i GRYF wychodzą.)

Lechu! na twoją to zrobiłam prośbę.
Cóż mi tak smutny stoisz i ponury?

LECH.

Gwinono, syn nasz w niewoli.

GWINONA.

W niewoli?       80
Mój syn w niewoli? mój Lechon w niewoli?