Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


GWINONA.

Idę z wieży się rzucić.

LECH.

Kobiéto!

GWINONA.

Jak mię nie będzie, każesz z moich włosów
Porobić struny do twéj harfy złotéj
I starzec ci ten będzie o méj śmierci
Grał — albo wicher Iślandzki przyleci       90
Z ojczystéj mojéj ziemi i na strunach
Położy usta przekleństwem wyjące.

LECH.

Za nadto jesteś teraz rozżalona,
Mówić nie można z tobą.

(Chce odchodzić)
LILLA. (Zatrzymując go)

O! mój panie.

LECH.

Czego od mnie chce ta wiedźma? wszyscy       95
Przeciwko mnie są.

LILLA.

Więc mój ojciec skona?

LECH.

Twój ojciec na śmierć zasłużył sto razy.
Niechaj rycerze go dokończą — i niech
Więcéj nie słyszę o nim.

LILLA.

Ach! okrutny!
Słuchajże teraz mnie, straszny człowieku!       100
Słuchajże teraz mnie, ty pani krwawa!
Ja tu wynajdę, aby wam nakarmić
Zemsty łaknące serca, taki sposób,
Taką wam straszną rzecz wynajdę myślą,
Taką rzecz powiem: że wy struchlejecie       105
Na samą pierwszą myśl téj okropności.