Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KRAK.

Nie, mój braciszek Arfon będzie babą,
A ja rycerzem sławnym jak mój papa.       5

GWINONA.

Chcesz być rycerzem? a kiedym kazała
Wziąść łuk i trafić w serce tego starca
To skowytałeś jak psiątko: — nie mamo,
Nie, ja żałuję dobrego staruszka. —
Wstydź się czyżykiem jesteś nie chłopakiem.       10

KRAK.

Cóż ten staruszek zrobił tobie, Gwina?

GWINONA.

Co? nie pamiętasz już Kraku, Salmona?
Salmona, co cię nieraz na rumaku
Sadzał i uczył harcować... ten stary
Zabił Salmona, Salmon już nie wróci.       15

KRAK.

Ten stary zabił Salmona?

GWINONA.

A widzisz?
Już rączki ściskasz w kułak, jużeś gniewny. —
Arfonie daj łuk braciszkowi — daj mu.
On lepiéj strzela niż ty.

ARFON.

Ja sam trafię.

GWINONA.

Idź, baw się z harfą, daj łuk braciszkowi.       20

(Dając Krakowi łuk.)

Na, i mierz w serce, w serce — wiesz gdzie serce?

KRAK.

Wiem mamo, bo mi teraz głośno puka.

(Mierzy z łuku w stronę gdzie się znajduje męczony Derwid...
Wchodzi LECH, SYGOŃ i LILLA WENEDA.)