Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I wy mi starzy ludzie błogosławcie,       70
Ale nie proście Boga o nic dla mnie
Tylko o rozum i przebiegłe serce,
Abym zbawiła tych co są w kajdanach.
O! bądźcie zdrowi! nie troszczcie się o mnie;
Za mną jest każdy kwiat i każdy gołąb       75
Co biały jak ja, swą mnie siostrą mniema,
I ten jest za mną, co nad gołębiami
W nieba błękicie jeszcze wyżéj lata:
A gdy mię nazbyt przyciśnie nieszczęście,
Gotów odebrać gołębiowi skrzydła       80
I mnie dać skrzydła bym od ludzi poszła.
Jeśli nie zbawię ojca, umrę młodą —
A wtenczas płaczcie wy biednéj dziewczyny.

(wychodzi).
ROZA WENEDA.

Nie czas żałować róż gdy płoną lasy. —
Cóż wy myślicie Harfiarze?       85

HARFIARZE.

Wszystko stracone!

ROZA WENEDA.

Na jad węża co w téj czarze
Karmi płomienie czerwone:
Zaklinam się wam o! starzy
Że kości z pobojowiska       90
Wstaną i będą walczyć w takt pieśniom harfiarzy.

HARFIARZE.

Wstaną i zginą raz drugi...

ROZA WENEDA.

I trzeci raz jeszcze zginą
I przejdą po nich zapomnienia pługi,
I stokrocie się rozwiną       95
Na krwawym umarłych stepie;
I cóż! — czy płakać?!

HARFIARZ.

Słuchaj tam wrony zaczynają krakać,
I wilcy gryzą śpiące na oszczepie
Ciała rycerzy.       100