Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nad ludem umarłych i wbiega w puste, szumiące lasy sosnowe, wołać nowych na zemstę rycerzy — Czy ci nie smutno?
Oto jest rycerz, z dwojgiem serc, z mieczem jedynym, z Tella, z Kastora i z Poluxa złożony; rycerz którego jedna połowa jest tarczą, a druga śmierci żelazem — wódz mający dwie dusze i dwa ciała; nieszczęście narodu; przeznaczenie dowodzące potępionemu przez Boga ludowi.. Wódz z dwojakiem i nie śmieszném już więcéj nazwiskiem: oto stoi na stosie ostatecznym jako posąg przyszłości — Czy go widzisz?
Oto wróżka, która zabrania harfiarzom rospaczy, a jednym strasznym i mściwym czynem zajęta, stąpa po sercach ludzkich, kruszy je pod swemi nogami... Eumenida Eschylowska krzycząca: zwycięztwo! sto serc ludzkich za zwycięztwo. — Czy się nie wzdrygasz?
Oto jest stary i święty człowiek, który przyszedł łzawe Chrystusa oliwy zaszczepiać na płonkach sosnowych i zamięszkał w czaszcze olbrzyma, a przyjazne jemu ślimaki przylazły i śliną kryształową zalepiły czaszki już pustéj zrennice, powoje owinęły ją dokoła. Oto we wnętrzu groty kościanéj i ludzkiéj, krzyż stoi, lampa się pali i błyszczy obraz Rafaelowski Boga Rodzicy — Widzisz jak dno złote obrazu pięknie jaśnieje w ciemnościach pustego czerepu? słyszysz jak szemrze modlitwa? Lecz — o! biada — o! losy... słowo świętego starca, miecz Rolandowy wyprzedził i jeszcze lud jeden kona z wiarą okropną rospaczy w przyszłość i zemstę — Cóż mój Galilejczyku?