Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego 01 (Gubrynowicz).djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Prysnęła wonią kwiatów, czyta myśli z czoła,
Smutna, jeśli uśmiechu śmiechem nie wywoła.        60
Tyś ją opuścił?... jako perła odrzucona
Będzie gasła powoli — i zamrze — i skona.
Gdy pamięć za daleko w kraje marzeń wkroczy,
Nim ją odwołasz, łzami zalane masz oczy;
Lecz te łzy muszą oschnąć w rzeczywistej burzy.        65
Tu świat jak ciemny obłok gromami się chmurzy.
Wzmagaj silę ciężarną pracującą w ziemi,
Dawniej fanatyzm, wolność czasy niedawnemi;
A gdy się ta rozwiąże, wałem otocz grody,
Na prędko-stawnych mostach rzucaj szyk przez wody;        70
Niechaj ulotna para z paszcz działowych gromów
Rzuca zgon, nakarmiona pożarami domów.
Czy maską tajemniczej zemsty osłoniony,
Jak dawny sąd tajemny w same królów trony,
Zapozew przed sąd Boga, wbij ostrzem sztyletu.        75
Czekaj! może muezin z szczytów minaretu
Ogłosi pacierz zemsty wśród murów Stambułu.
Czekaj! może z dzikiego w Kaukazie Aułu,
Ujrzymy błyskawicę... Ciszej!... Zdradzam myśli,
Które mi wyobraźnia, które zemsta kryśli;        80
Zemsta chciwa pokarmu, drząca jak zmysł głodu.

Chcąc myśl odbłąkać, czytam dziką powieść Wschodu,
A choć odbiegniesz treści, dźwięk rymów powrotny
Będzie jak szmer fontanny bezmowny, lecz smutny.