Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/691

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I dowiedzieć się, ile wiadomość jest nowa,
Że nie są jednem słowem dwa odmienne słowa,
Że przepisarz, opisarz, spisywacz, stenograf,
To nie autor, rzeźbiarzem, że nie jest fotograf,
Ani mówcą lakońskim każdy abrewjator...[1]
Dwie to ręce — autor i wulgaryzator!

Autor[2], słowo greckie, ciemne i magiczne;
Wulgaryzator, rzymskie, jasne i uliczne.
Nie idzie o to, które z kolebki lub trumny,
Lecz że to są dwie struny. I że muzyk umny
Nie naciąga dwóch w jedną, tylko człowiek dziki
Brzdąkający, jak Marsjas[3] lub pijane z Frygji.

Powiadają, że boski Mistrz równie był jasny
Dla mądrych i maluczkich (dopisek to własny
Do ewangelij czterech, nie wiem, z której wzięty).
Któż mniej od Zbawiciela bywa tu pojęty?
I czy On wszystkich uczył równo parabolą?...
Dziś w ewangeljach nawet czytają, co wolą,
A czego wcale niema — lecz co tak się czuje,
Tak czyta, jak się puści i zwulgaryzuje.

Autor idzie w ciemność, by wydarł jej światło,
Wulgaryzator w jasność, by rozlał ją na tło.
Dwa kierunki, pozornie różne i czasowo
Sprzeczne, jako litera praw i duch jej: słowo,
(Dlatego jest dowcipną czyjaś tam nauka,
Że, gdy jedni jasności, ów ciemności szuka).
Szczęśliwi, którzy z rąk dwóch jedno skrzydło robią;
Prac widać dokończywszy, zasnąć się sposobią;

Lecz, kto tworzy, ten wielkim i samotnym losem
Niesiony jest, gdzie twórczość, więc blisko z chaosem[4]
Dwoma ramiony w cienie nieustannie godzi
A ile rozdarł, łyska coś, grzmi, coś się rodzi!...
To autor... i tak byli wszyscy bez wyjątku,
Do dzisiejszego twórstwa od twórstwa początku!
(Dlatego jest dowcipną czyjaś tam nauka,
Że, gdy jedni płytkości, ów ciemności szuka).

Wulgaryzacji celem jest tak wielce jasność.
Że ono ginie w cieniu, całą tracąc własność,
I znika tam, gdzie światła gotowego braknie,
Łaknąc wciąż; jej też słuszna dawać, gdy kto łaknie,
Ale ona nie sama przez się nie stworzyła:
Ona — to przemysł prawdy, nie skarb jej i siła!...
Ona, by dziś dogonić zapóźnione kroki
Postępu mas, przysyła im ukłon głęboki,
Lecz, kłaniając się, patrzy na obuwie rzeszy,
Czy w nagleniu dotrzyma sandał i pośpieszy.
Cel jej, gesta i grzeczność, i jej popularność,
I konieczna jej prawda, i cała jej marność —
Są skądinąd, gdzie indziej, i nie z tego świata,
Ku któremu niewdzięczne autorstwo wzlata.

Cóż powiem? Że te pierwsze, te elementarne
Prawdy są dziś nowością... Jakże zdania marne,
I niechaj to da obraz uciśnienia słowa,
Gdy rzeczy tak widoczne, tak jawnie się chowa.
Dalej, by skreślić całość, pójrzmy na metody
Nauczania, tworzone jako parochody[5]
Ile możności szybkie, ponętne — dla ludzi
Praktycznie zatrudnionych, których książka nudzi,

  1. abrewjator (łac.) = ten, który używa skróconych słów lub znaków zamiast całych wyrazów.
  2. Norwid uważał to słowo za trzyzgłoskowe: a-u-tor, i tak trzeba je tu ze względu na rytm czytać.
  3. Marsjasz, w legendzie greckiej nazwisko sylena, który, wyuczywszy się gry na flecie, wyzwał Apollina do zawodów; Apollo, zwyciężywszy na podstawie orzeczenia muz, odarł go ze skóry.
  4. «Ponieważ nie mamy boju etc... ale przeciwko duchownym złościom, na niebiosach». Do Efezów VI, 12. (P. P.).
  5. parochód = lokomotywa.