Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dlatego mają dziś Warszawski Dziennik —
Dlatego żują klątwę, co nie zamrze,
Aż znowu święta księga się odmodli
Jota po jocie i klamra po klamrze...
Podli, bo niemi, i niemi, bo podli!



228. PURYTANIZM.


Na purytanizm[1], jak na rzecz obrzydłą,
Czemu się gniewam, pytasz. Primo: wcale
Że się nie gniewam na najczystsze mydło,
Którego pianę, to jest wartość, chwalę.

Pozwól mi tylko gęsiem skreślić piórem
(Które pluskało się przez żywot cały),
Że mydło nie jest rzeziebnym marmurem,
Dobre na bańki, nie na ideały!

Zaś ideały są wryte, jak czyny,
Cokolwiek o nich trzyma gmin obecny,
Robiąc swych wielkich mężów z stearyny[2].
(Sposób dość tani, ale bardziej niecny).

Słowem — że w mydło wierzę niezachwianie,
Lecz, gdyby kto chciał, abym przez to samo
Wziął się do pracy: stawić z nim mieszkanie
Bogów, gościnne tryumfalną bramą
Z tak niesłychanie przeczystej materji,
Jak purytanizm, — to zrobiłbym może
Nie kościół, ale utrapienie boże,
Alabastrowe, jak śniegi w Syberji!

I byłbym biały, jak owa dziewica
Biała, w szelestnej sukni atłasowéj,
Mająca perły i jaśmin u lica,
Bez przyganienia od stopy do głowy.
Lecz skąd te perły? Dla niej tajemnica
(Bo jest niewinną — i o tem ni mowy!),
Pókąd się perły nie rozpłaczą gradem,
Pozostawując cierniowy dyjadem.

Ergo: uważam za istne prawidło
(W którego kole się zaklętem kręcę),
Że marmur — marmur, zaś mydło jest mydło,
Że robić z mydła, to umywać ręce.

Lubo, gdy wspomnę praczki polskie, które
Ponad stawami coś klepią, jak chmurę,
Ociężałego wilgocią i mrokiem
Aż poprawują fartucha pod bokiem
I amazonne[3] ręce swoje błocą
(Z czego ktoś piękny zrobiłby obrazek,
Ile że stawy te się słońcem złocą).
Dwakroć oceniam mydła wynalazek!
1865 r.



229. VANITAS VANITATIS[4]


I.

Duchowny gdzież jest o promiennem czole
I nie porywacz dusz intryg kleszczami,
Lecz, na pokory zasłanym popiele,
Z oczyma, rzeczy przyszłych feniksami[5],
A od kochania cały w swym aniele —
Poufnych nawet srogi słów światłością,
Którego moc jest niemoc, niemoc ością, —
Którego cichość jak olejek wonny,
A głośność jako wóz potworokonny
Z świętego Jana patmosowych nocy[6]
Którego wzrusza nawet kształt i wzięcie —
Którego prostość jest jako obłocy
Na uciszonem niebie o północy.
A drzwi jak świeżo zastygłe pieczęcie.
A okno ptastwu przystępne głodnemu,
Widzeniom dobrym i słońcu wschodniemu?...


II.

Niewiasta gdzież jest, a nie jedna z onych
Gołębic, które w klatkach sprzedawano
W kościele, kiedy Bóg doń weszedł rano
I po srebrnikach gęsto rozrzuconych
Kazał odchodzić kupcom mocą znaną —
Niewiasta silna całem serca biciem,
Nie męczennica, za pierwsze półżycie
Leciuchne, drugiem, kamiennem półżyciem —

  1. Purytanie, protestanci angielscy, dążący do jak największej czystości (po łac.: purus, czysty) słowa bożego i usunięcia ludzkich wpływów w Kościele. — Przenośnie purytanizm — przesadna dbałość o czystość obyczajów.
  2. Popiersia sławnych mężów odlewają dziś z czyszczonego łoju, zwanego stearyną. (P. P.).
  3. Amazonki, według greckiego podania wojowniczy naród, składający się z samych kobiet.
  4. Ponieważ krytycy zarzucają autorowi niezrozumiałość, więc rękopism ten oddaje się do pisma wyłącznie katolickiego; wiadomo jest albowiem, że sąd katolika nie rozpoczyna się przez «nie rozumiem», że katolik nie rozumem, tą jedną władzą ducha, ale całopoczuciem wewnętrznej osoby swej pojmuje, że nie uważa siebie i współczesnych za ostatnich na globie, że ta wreszcie nieskwapliwość w sądzie spowodowała, iż rzeczy mniej dostępne dla przeszłych dochowało nam społeczeństwo chrześcijańskie. (P. P.). Vanitas vanitatis (łac.) — nicość nicości, marność marności.
  5. Feniks (gr.), bajeczny ptak, spalający się sam co pewien okres lat, aby z popiołów wzlecieć odrodzonym. Jest to egipska legenda astronomiczna.
  6. Patmos, wyspa na morzu Ikaryjskiem, św. Jan Ewangelista miał na niej napisać swą «Apokalipsę».