Strona:PL Dumas - W pałacu carów.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak mówiono, wyrażała się u niego psychiczna reakcja na wszelkie niebepieczeństwo osobiste.
O dzięsiątej wieczór, gdy Ermitaż został już oświetlony, zaproszono do niego wszystkie te osoby, które posiadały bilety na bal.
Znalazłem się w liczbie tych szczęśliwców, podążyłem tedy wraz z tłumem do Ermitażu. Około drzwi stało dwunastu murzynów, ubranych w bogate stroje wschodnie. Murzyni ci kontrolowali bilety wejścia.
Wszedłszy do teatru, myślałem, że znalazłem się w czarownym pałacu bóstw podziemnych! Wyobraźcie sobie ogromną salę, której ściany i sufit ozdobione są kryształowemi ozdobami najrozmaitszych kształtów i deseni. Za temi ozdobami ukryto od ośmiu do dziesięciu tysięcy różnobarwnych lanpjonów, których światło odbija się w kryształach... Dodajcie państwo, do tego cudowną muzykę — a otrzymacie wrażenie czarownego, skąpanego w świetle kolorowem, migocącego tysiącem różnobarwnych lampjonów, tajemniczego pałacu.
O jedenastej muzyka trąb ogłosiła przybycie cara. Natychmiast wielcy książęta i wielkie księżne, posłowie ze swemi żonami, damy nadworne oraz dworzanie zasiedli do stołu, stojącego pośrodku sali, podczas gdy inni goście, wśród których było około sześciuset osób z wyższych sfer — zasiedli do dwuch innych stołów. Jeden tylko car Aleksander nie zasiadł, obchodząc stoły i zwracając się to do tego to do owego z gości, którzy — według zwyczaju — odpowiadali mu siedząc...
Nie potrafię oddać tego wrażenia, jakie sprawił na wszystkich obecnych car Aleksander, wielcy książęta i wszyscy świetni dworzanie, postrojeni w złoto, jedwab i poozdabiani brylantami. Co do mnie, to,