Strona:PL Dumas - W pałacu carów.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dają przed nim na kolana — zerwie się nagle ktoś, i zada mu cios zdradziecki sztyletem! Przeto też nolens volens, polegano na łasce Boskiej, i czekano, co dalej będzie. Car Aleksander zachowywał zupełny spokój.
Nadszedł wreszcie Nowy Rok. Bilety, dające prawo wejścia do carskiego Pałacu Zimowego rozrzucono dość szeroko wśród publiczności petersburskiej. Mogłem był dostać od swych uczniów nawet kilka tuzinów tych biletów, tymbardziej, że wszyscy oni gorąco zalecali mi pójść i ujrzeć to niezwykłe widowisko — jak car przyjmuje swój lud...
O siódmej wieczorem wrota Pałacu Zimowego otwarto na przyjęcie — wiernych poddanych.
Podczas, gdy lud zapycha różne sale wspaniałego pałacu, car z carową, otoczeni przez wysokich książąt i wysokie księżne — witają w sali św. Jerzego stołeczne ciało dyplomatyczne. Poczem, po ukończeniu przyjęcia dyplomatów — otwierają się drzwi sali św. Jerzego, poczyna grać muzyka, i car, ująwszy pod rękę małżonkę francuskiego, austrjackiego, hiszpańskiego czy jakiegoś innego posła — wkracza na salę.
Wszyscy rozstępują się, cofając w obie strony, niny cofające się fale Morza Czerwonego, a Faraon kroczy wśród nich!
Powiadano, że właśnie w tym momencie na cara ma być wykonany zamach i muszę przyznać, że wykonać go wcale nie byłoby trudno.
Dzięki właśnie tym wszystkim krążącym pogłoskom, oczekiwałem ukazania się cara z niezwykłą ciekawością. Mniemałem, że ujrzę taką samą smutną twarz, jak wtedy w Parku Carskiego Sioła. Wyobraźcie sobie tedy moje zdumienie, gdy ujrzałem jasną, radosną, śmiejącą się twarz Aleksandra. W ten sposób,