Strona:PL Dumas - Paulina.pdf/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— A więc, róbcie jak chcecie — odpowiedział Horacy siadając, a napełniwszy szklankę szampańskiem winem wypił ją duszkiem.
— O! zabij mnie, zabij! — wołała młoda kobieta...
W tej chwili Maks i Henryk rozgrzani winem, stojąc naprzeciw siebie, spoglądali z gniewem.
— Nie chcesz więc mi jej ustąpić? — zapytał Maks.
— Nie — odpowiedział Henryk.
— A więc, do mnie ona należy?
— Zobaczymy!
— Henryku! Henryku! — wołał Maks zgrzytając zębami — przysięgam ci na honor, że ta kobieta do mnie należyć będzie.
— A ja klnę się na życie, że będzie moja; wiesz zaś, że ja więcej cenię życie, niż ty honor.
Wówczas obadwaj razem cofnęli się wtył i wydobyli swe myśliwskie noże.
— Przez litość! przez litość w imię nieba, zabij mnie! — zawołała po raz trzeci kobieta...
— Co mówicie — przemówił zwolna Horacy tonem pana, zwracając się do dwóch młodych ludzi.
— Powiedziałem już — odrzekł Maks rzucając się z nożem na Henryka — że ta kobieta będzie moja.
— A ja odparł Henryk, zamierzając się również — utrzymuję, że nie do niego, lecz do mnie należeć będzie.
— A więc! — szepnął Horacy — dowiodę wam, że obaj kłamiecie; ani jeden ani drugi mieć jej nie będzie.
Po tych słowach powstał, wziął ze stołu pistolet, podniósł go zwolna w kierunku łóżka i wystrzelił. Kula przeszła pomiędzy dwoma walczącymi i ugodziła kobietę w samo serce.
Na ten widok, wydałam straszliwy okrzyk i padłam zemdlona, napozór martwa, jak ta, którą dosięgła zabójcza kula.