Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XII
PORTRET

Wyszedłszy na ulicę, Hoffman uczynił ruch dla zawołania dorożki; ale doktór klasnął w swe suche ręce, a na ten odgłos podobny do szczęku szkieletu, przybiegła kareta okryta czarno, zaprzężona w dwa konie czarne i z woźnicą ubranym na czarno. Gdzie stała? Skąd się wzięła? Równie to trudnoby było Hoffmanowi powiedzieć, jak kopciuszkowi skąd przybywał wóz, w którym dziewczyna udawała się na bal księcia Mirliflora.
Mały groom nietylko ubrany na czarno, ale w skórze czarnej, otworzył drzwiczki. Weszli, Hoffman i doktór, usiedli obok siebie, i zaraz ruszyła kareta bez szelestu żadnego ku hotelowi Hoffmana.
Stanąwszy przed bramą, Hoffman wahał się, czy ma wejść do siebie. Zdawało mu się, że jak tylko wyjdzie, to kareta, konie, doktór, i jego dwaj słudzy, znikną tak, jak się pokazali. Ale pocóżby doktór, kareta i konie trudzili się dla zawiezienia Hoffmana z ulicy Menniczej na plac Kwiatowy. Trud ten nie miałby w takim razie celu.
Uspokojony więc prostem poczuciem logiki, Hoffman wysiadł, wszedł do hotelu, żywo pomknął po schodach, wpadł do pokoju, zabrał paletę, pędzle, pudełko z farbami, wybrał największe z płócien i wybiegł tym samym krokiem napowrót.
Kareta wciąż stała przy bramie.
Pędzle, paletę i pudełko z farbami włożono w środek karety, groom miał trzymać płótno.
Potem kareta popędziła równie cicho i żywo jak przedtem.