Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


manie głowy na karku, choć ta głowa wcale nieszczególna; ale on utrzymuje, że się z nią już oswoił, a inna możeby się nie przyczepiła.
— Ah! i to dlatego sala wygląda tak smutno! — zawołał Hoffman. — Dlatego to niema już ani kwiatów ani pierścieni i brylantowej tabakierki! Dlatego to po obu stronach sali niema biustów Apolina i Terpsychory, ale te dwa przebrzydłe popiersia. Phh!
— Lecz cóż mi to mówicie, obywatelu? — odezwał się doktór — gdzieżeście to widzieli taką salę jak opisujecie? Kiedyście widzieli u mnie brylantowe pierścienie, brylantowe tabakierki? gdzieście nareszcie widzieli popiersie Apolina i Terpsychory? Ależ już dwa lata temu jak kwiaty nie kwitną, jak brylanty na ołtarzu ojczyzny. A co do mnie, nie miałem nigdy innych, tylko te miedziane, innych pierścieni, tylko ten lichy pozłacany, innej tabakierfki tylko tę srebrną. — Co do popiersi Apollina i Terpsychory, stały one tu dawniej, ale przyjaciele ludzkości wpadli, stłukli popiersie Apollina i zastąpili je popiersiem apostoła Woltera, przyjaciele ludu wpadli, stłukli popiersie Terpsychory i na jego miejsce postawili boga Marata.
— O! — zawołał Hoffman — to niepodobna. Mówię panu, że onegdaj widziałem salę woniejącą, błyszczącą świetnemi strojami, iskrzącą się od brylantów, wytwornych mężczyzn, na miejsce tych śledziarek w kaftanach i tych capów w karmaniolach. Mówię, że pan miałeś brylantowe sprzączki u trzewików, brylantowe pierścienie na palcach, brylantową trupią główkę na tabakierce; mówię że...
— A ja ci zkolei mówię, młodzieńcze — rzekł czarny człowieczek — że onegdaj ona była tu; mówię ci, że obecność jej iluzjowała wszystko, mówię ci, że pod jej oddechem wyrastały róże, błyszczały djamenty twojej wyobraźni; mówię ci, młodzieńcze, że ją kochasz szalenie i że widziałeś salę poprzez miłości swój pryzmat. Arsenji dziś tu niema, serce twe zamarło, oczy odczarowały, i widzisz barchan, perkal, grube sukno, czerwone czapki, brudne ręce i nieczyste włosy. Widzisz, słowem, świat takim jaki jest, rzeczy takie, jakie są.
— Oh, mój Boże — wybuchnął Hoffman z głową opuszczoną na ręce — prawdaż jest to wszystko, a ja takżem obłąkania bliski.