Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niebawem Hoffman dowiedział się przyczyny. Widział zwracające się dorożki wjeżdżające w ulice boczne; usłyszał cwał koński i poznał, że to żandarmerja; za niemi, w pierwszym mroku wieczornym, dostrzegł ohydną mieszaninę łachmanów, rąk podnoszonych, potrząsanych pik i iskrzących oczu.
Przed tem wszystkiem wózek.
Z tego wiru, który szedł ku niemu, tak, że nie mógł już ani się schronić, ani uciec, usłyszał Hoffman wychodzące okrzyki tak ostre, tak żałosne, że nic tak przerażającego w życiu aż do dnia dzisiejszego o uszy mu się nie obiło.
Na wózku siedziała kobieta w bieli. Okrzyki te wydzierały się z ust, z duszy, z całego podniesionego ciała tej kobiety.
Hoffman uczuł, że nogi zginają się pod nim. Te wycia rozerwały u niego wiązadła nerwowe, upadł pod domem głową na okiennicę sklepową źle domkniętą z pośpiechu.
Wózek nadjechał wśród eskorty łotrów i kobiet ohydnych, swych zwykłych satelitów; ale rzecz dziwna! cały ten kał nie wrzał, wszystkie te gady nie syczały, jedna tylko ofiara wiła się w ramionach dwóch ludzi i wołała do nieba, do ziemi, do ludzi i rzeczy.
Hoffman usłyszał naraz w ucho, przez szczelinę okiennicy, te słowa smutno wymówione głosem jakiegoś młodzieńca:
— Biedna Dubarry! i ty tu!
— Pani Dubarry! — zawołał Hoffman — to ona, to ona siedzi na tym wózku?
— Tak, panie — odpowiedział cichy i bolesny głos w ucho podróżnego, tak zbliska, że przez deski czuł gorący oddech swego rozmówcy.
Biedna Dubarry trzymała się skurczona ruchomego przodu wózka; kasztanowate jej włosy, duma jej piękności, obcięte miała przy samym karku, ale spadały one na skronie w długich zwojach oblanych potem. Piękna ze swemi wielkiemi oczyma błędnemi, z małemi usteczkami, zamała na wielkie okrzyki, jakie jej się wydzierały, nieszczęśliwa kobieta od czasu do czasu potrząsała głową w ruchu konwulsyjnym, by oswobodzić twarz od zasłaniających ją włosów.
Przejeżdżając około rogu domu, przy którym upadł Hoffman, krzyknęła: „Ratunku! ratunku! jam nic złego