Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niebardzo to kwiecisto wyglądało. Hoffman zamknął okno, posilił się śniadaniem, i wyszedł dla zobaczenia się najprzód z Zacharjaszem Wernerem.
Ale w chwili wybrania kierunku, przypomniał sobie, że Werner nigdy mu nie dał swego adresu, bez którego trudnoby się było z niem zejść.
Nie była to najmniejsza przykrość dla Hoffmana.
Ale niebawem:
— Jakiżem nierozsądny — pomyślał; — co ja lubię, lubi także Zacharjasz. Ja mam chęć oglądać obrazy, będzie ją miał i on. Znajdę albo jego, albo ślad jego w Luwrze. Idźmy do Luwru.
Luwr widać było z parapetu. Hoffman skierował się ku pomnikowi.
Lecz z boleścią dowiedział się u drzwi pałacu, że francuzi, od czasu jak zostali wolni, nie rozgnuśniewają się widokami malowania niewolników, i że, przypuszczając, co jest nieprawdopodobne, że gmina Paryża nie zużyła już tych wszystkich łachmanów na podpałki dla działolejni, to całym tym olejem żywić będzie szczury, przeznaczone na pokarm dla patrjotów, wówczas, gdy prusacy przyjdą oblegać Paryż.
Hoffman uczuł pot występujący mu na czoło; człowiek tak mu to objaśniający, miał pewien sposób mówienia tracący powagę. Kłaniano się bardzo temu świetnemu mówcy.
Od jednego z obecnych Hoffman dowiedział się, że ma zaszczyt rozmawiać z obywatelem Simonem, wychowawcą dzieci Francji i konserwatorem muzeów królewskich.
— Nie zobaczę obrazów — rzekł sobie z westchnieniem; — wielka szkoda! Ale pójdę do bibljoteki zmarłego króla, a jeżeli nie obrazy olejne, to zabaczę ryciny, medale i rękopisma; zobaczę grobowiec Childeryka, ojca Chlodwiga, globusy niebieskie i ziemski Cornellego.
Przybywszy, z boleścią dowiedział się Hoffman, że naród francuski naukę i literaturę uważając za źródło zepsucia i złego obywatelstwa, pozamykał wszystkie przybytki, gdzie spiskowali rzekomi uczeni i rzekomi literaci, a to ze względu na ludzkość, by sobie oszczędzić konieczności gilotynowania tych biedaków. Wreszcie, nawet za czasów tyrana, bibljoteka otwarta była tylko dwa razy na tydzień.