Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


po włosku, zbyt miękki język Metastazjusza i Goldoniego nabierał werwy, jaką mu nadawała potężna akcentacja Schillera i Goethego.
Ale nietylko pod względem fizycznym uwydatniało to zmieszanie: Antonja pod względem moralnym stanowiła dziwny i rzadki typ tego, co mogą zjednoczyć przeciwległe: poezja z pod słońca Włoch i z pod mgieł niemieckich. Rzekłbyś, zarazem muza i czarodziejka, Loreley z ballady i Beatryx z Boskiej komendji.
Bo i Antonja, artystka wyśmienita, była córką wielkiej artystki. Matka jej, nawykła do muzyki włoskiej, wzięła się raz zawzięcie do muzyki niemieckiej. Wpadła jej raz do ręki partytura Alcesty Glucka; mąż, mistrz Bogumił, na jej prośbę, kazał jej przetłomaczyć tekst na język włoski, i potem zaśpiewała tę operę w Wiedniu. Ale zanadto zaufała siłom, a raczej dzielna śpiewaczka nie znała miary wrażliwości. Przy trzeciem przedstawieniu opery, mającej powodzenie znakomite, przy prześlicznem solo Alcesty: „Bóstwa Styksowe“... kiedy doszła do re, które wyrzuciła pełną piersią, zbladła, zachwiała się, zemdlała; naczynie pękło w tej tak szlachetnej piersi, ofiara bogom podziemnym spełniła się istotnie: matka Antonji umarła.
Biedny mistrz Bogumił dyrygował orkiestrą; z miejsca swego widział on jak się zachwiała, zbladła i upadła ukochana; co większa, usłyszał rwącą się w jej piersi tę tkannę, od której zależało jej życie, i wydał okrzyk okropny, który zlał się z ostatnim westchnieniem wirtuozki.
Stąd to może pochodziła ta nienawiść mistrza Bogumiła do kompozytorów niemieckich; to kawaler Gluck, wprawdzie zgoła niewinnie, zabił jego Teresę, ale niemniej miał on urazę do Glucka za tę głęboką boleść, jaką uczuł, a która nie uśmierzyła się, aż zwolna przeniósł na Antonję tę miłość, jaką czuł dla matki.
Teraz, w siedemdziesiątym roku życia, dziewica zastępowała ojcu wszystko. Żył on przez Antonję, oddychał przez Antonję. Nigdy śmierć Antonji nie przeszła mu przez głowę; ale gdyby i przeszła, nie zaniepokoiłby się, z uwagi, że nie mógłby przeżyć Antonji.
Nie z mniejszem też zapałem jak Hoffman, lubo uczucie jego czystsze było jeszcze, spostrzegł on ukazującą się Antonję na progu swego gabinetu.
Dziewica zbliżała się wolno, dwie łzy błyszczały u jej