Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Proszę o najlepszą wieczerzę jaka może być! — zawołał do numerowego Hoffman. — Rozumiesz numerowy?
— Panie — zauważył tenże — teraz, nie mówi się numerowy, ale obywatelu urzędniku. Ale kiedy kto płaci, jak pan, może mówić jak mu się podoba.
I zadowolony z konceptu, wyszedł mówiąc:
— Wieczerza za pięć minut!
Zamknąwszy drzwi za urzędnikiem, Hoffman chciwie rzucił oczy na Arsenję.
Tak jej było pilno zbliżyć się do ognia, że nawet nie przystawiła sobie krzesła do komina; usiadła tylko przed ogniskiem w tej samej pozycji, w jakiej zastał ją Hoffman pod gilotyną, i tam, z łokciami na kolanach zdawała się podtrzymywać oburącz głowę prosto na ramionach.
— Arsenjo! Arsenjo! — odezwał się młodzieniec — powiedziałem ci, że jestem bogaty, prawda? Patrz, a zobaczysz, żem przed tobą nie skłamał.
Hoffman począł obracać kapelusz nad stołem; kapelusz pełen był luidorów pojedyńczych i podwójnych, które spływały na marmur z tym dźwiękiem złota tak specjalnym i łatwym do odróżnienia między wszystkiemi dźwiękami.
Po kapeluszu wypróżnił kieszenie; jedna po drugiej wysypały ogromną zdobycz jaką zyskał w grze.
Ruchoma i lśniąca góra ułożyła się na stole.
Przy tym dźwięku Arsenja zaczęła się ożywiać; odwróciła głowę, a wzrok dokonał wskrzeszenia zaczętego przez słuch.
Wstała, wciąż sztywna, ale blade usta uśmiechały się, szkliste oczy nabrały jasności i rzucały promienie krzyżujące się z odblaskami złota.
— O! czy to wszystko twoje?
— Nie moje, ale twoje, Arsenjo!
— Moje? — odezwała się tancerka.
I zanurzyła w górze kruszcu blade ręce, które utonęły w nim po łokcie.
Wtedy dopiero ta kobieta, której życiem było złoto, zdawała się nabierać życia za dotknięciem złota.
— Moje! — mówiła — moje!
A wyraz ten wymawiała akcentem brzmiącym i meta-