Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdyż, jak łatwo zgadnąć, myśl odnalezienia Arsenji, nie postała mu w głowie, a tem mniej myśl powrotu do domu i wypoczęcia.
Poszedł tedy i on prosto przed siebie, stukając obcasami po bruku ciemnych ulic, idąc na jawie w swym bolesnym śnie.
Noc była ciemna, drzewa ogołocone i drżące pod wiatrem nocnym. Złódź biczowała twarze przechodniów nocnych, a w domach zbitych w jedną masę ciemną, gdzieniegdzie zaledwo oświetlone okno dziurawiło mrok.
Dobrze jednak oddziaływało na Hoffmana to zimne powietrze. Dusza jego tajała w tym prędkim mroku, zaczadzenie moralne ulatniało się. W zamkniętej izbie byłby się udusił. Przytem, idąc wciąż przed siebie, może przypadkiem napotka Arsenję; kto wie. Uciekając, może poszła tą samą drogą, co on, wychodząc od niej.
Przebiegł tym sposobem przez pusty bulwar, przez ulicę Królewską, podniósł głowę, i stanął, spostrzegłszy, że idzie prosto na plac Rewolucji, na ten plac, gdzie zaprzysiągł sobie, iż nie pójdzie nigdy.
Jakkolwiek tym sposobem przez pusty bulwar, przez ulicę Królewską, podniósł głowę i stanął, spostrzegłszy, że idzie prosto na plac Rewolucji, na ten plac, gdzie zaprzysiągł sobie, iż nie pójdzie nigdy.
Jakkolwiek
niebo było ciemne, ciemniejsza jeszcze sylwetka zarysowała się na widnokręgu czarnym jak atrament. Była to sylwetka ohydnej machiny, której paszczę mokrą od krwi osuszał wiatr; spała ona, czekając na codzienne żniwo.
Toż w dziennej porze Hoffman nie chciał widoku tego placu; nie chciał tam się znajdować z powodu płynącej krwi, ale w nocy to inna rzecz. Dla poety w którym, bądź co bądź, instynkt poetycki nie zadrzemał, zajmującą było rzeczą zobaczyć, dotknąć palcami w ciszy nocnej, tego przeklętego rusztowania, którego krwawy obraz musiał stać w obecnej chwili wielu ludziom na oczach.
Jestże piękniejszy kontrast? Wyszedłszy z sali wrzącej grą, wejść na ten plac pusty, którego wiekuistym gościem — szafot!
Szedł więc Hoffman ku gilotynie, jakby magnetyczną pociągnięty siłą.
Naraz, i prawie nie wiedząc, jak się stało, znalazł się