Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XV
MEDALJON

Krupier wziął medaljon i obejrzał go zbliska.
— Panie — rzeki do Hoffmana, bo pod numerem 113 jeszcze czasami używano wyrazu pan — idź to sprzedaj, jeżeli chesz; ale powtarzam, my bierzemy tylko złoto lub srebro w brzęczącej monecie.
Hoffman wziął medaljon i nie mówiąc ani słowa, wyszedł z salonu gry.
Przez czas, gdy schodził na dół, wiele myśli, wiele rad, wiele przeczuć brzęczało koło niego; ale on ogłuchł na wszystkie te podszepty i wszedł śmiele do wymieniacza, u którego przed chwilą dopełniał tranzakcji.
Poczciwiec czytał sobie, wsparty na szerokim fotelu skórzanym, w okularach na końcu nosa, oświetlony niską lampą o promieniach bladych, z któremi łączył się płowy odblask sztuk złotych, spoczywających w przegródkach miedzianych; siedział poza delikatną siatką z zielonego drutu, strojną w firanki z zielonego jedwabiu, oraz w drzwiczki nad stołem, dające przejście jednej tylko ręce.
Nigdy Hoffman tak nie uwielbiał złota. Ale jakaż to różnica tego złota od owego z pod numeru 113.
— Panie! — odezwał się do współziomka — to ja, który tu przed chwilą wymieniałem talary na złoto.
— Tak, poznaję pana — rzekł wymieniacz.
— Pan jesteś Niemcem?
— Z Hajdelberga.
Hoffman tak się jednak w duszy wstydził tego co robi, że pomimo gorączki, nie przystępował do interesu odrazu, ale owijał go w peryfrazy.