Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


drugiem piętrze było na co wyekspensować siły, jakich ciało nabrało na dole, pieniądze, jakie zyskała kieszeń na górze.
Wszystko było przewidziane tak, aby pieniądze z domu nie wyszły.
I do tego domu śpieszył Hoffman, poetyczny kochanek Antonji.
Numer 113 był tam, gdzie jest i dzisiaj, o kilka sklepów od domu Corcelet.
Zaledwie Hoffman wyskoczył z dorożki i wstąpił pod galerję pałacu, aliści obskoczyły go boginie miejscowe, dzięki cudzoziemskiemu ubraniu, które w owym czasie, jak i dziś, więcej w takich razach budzi zaufania, niż strój narodowy.
Gdzie jest numer 113? — zapytał Hoffman dziewczyny, która go wzięła pod rękę.
— A! to ty tam idziesz — rzekła Aspazja ze wzgardą. — Otóż tam, mój luby, gdzie świeci ta czerwona latarnia. Ale pamiętaj zachować dwa luidory i nie zapominaj o numerze 115.
Hoffman zapuścił się we wskazany korytarz i w minutę potem znajdował się w sali gry.
Panowała tam taka wrzawa jak na licytacji i prawda, że tam sprzedawano wiele rzeczy.
Salony świeciły pozłotą, żyrandolami, kwiatami, kobietami, które były piękniejsze, strojniejsze i bardziej obnażone, niż te z dołu.
Hałas największy sprawiał brzęk złota. Było to bicie tego plugawego serca.
Hoffman pozostawił na prawo salę, gdzie grano trente-et quarente, i przeszedł do sali rulety.
Około wielkiego stołu zielonego siedzieli rzędem grający, Wszyscy zabrani w jednym celu, a z których żaden nie miał fizjonomji podobnej do drugiego.
Byli tam młodzi i starzy, byli tacy, których łokcie zużyły się na tym stole. Pomiędzy tymi ludźmi byli tacy, którzy stracili ojca w przeddzień, albo rano, albo nawet dziś wieczór, i których wszystkie myśli skierowały się ku obracającej się kulce. Bo co namiętności do gry nadaje większą siłę, niż innym, to, że nigdy nie mogąc się nasycić nigdy się ona nie nuży. Jest to kochanka obiecująca się