Strona:PL Dumas - Hiszpania i Afryka.djvu/355

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dla tego też, pani, dzisiaj jeszcze, kiedy potomek tych Maurów co posiadali tyle cudów, i utracili je, smutny jest tam, za morzem, nad brzegiem jeziora Biserte, albo u podnóża Atlasu, mówią o nim z uśmiechem: „On myśli o Grenadzie“.
Dwie godziny bawiliśmy w Generalifie; bawilibyśmy tu całe nasze życie, nie pomyśliwszy nawet o widzeniu Alhambry, tak słodkiego bowiem doświadczaliśmy odpoczynku i zadowolenia.
Każdy z nas nic innego nie robił, tylko pił powietrze, oddychał nieznaną wonnością, wyjąwszy Maquet’a, który ze wstydem dla nas wszystkich, znalazł czas do napisania ołówkiem w album swojém ślicznych wierszy, które ci przesyłam:
„Podróżny, co powoli zwiedzasz ścieżki starego Generalifu o koronkowych sklepieniach, podróżny którego usypia szmer małych wodospadów, i upaja szpaler róż i jaśminów; gwiazdzisty kielich przejrzałych granatów na dumające twe czoło wytrzęsa swoje rubiny; pomarańcza z miłością głaszcze odzież twoję: cóż znaczą te wonności? co szmer ten przemawia? Woda co szeleści, kwiat co kolana twe całuje, ptaszyna śpiewająca, cisy co otwierają pałac swój ponury, niebo ofiarujące lazur, marmur co cień daje, mówią ci: podróżny, zostań, zostań z nami“. Każda rzecz w tych miejscach stara się zatrzymać duszę twoję. Strzeż się czarodziejskich szelestów,