Strona:PL Doyle - Zaginiony footbalista (zbiór).pdf/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Tak.
— Jak długo?
— Parę minut najwyżej — aż mi się zrobiło trochę lepiej. Potem zamknąłem drzwi i poszedłem do swego pokoju.
— Czy macie jakie podejrzenie? I na kogo?
— O, nie ważyłbym się czegoś takiego powiedzieć. Nie wierzę, aby któryś z panów na uniwersytecie zdolny był do takiego czynu. Nie, nie mogę sobie tego wyobrazić
— Dziękuję, to wystarczy — rzekł Holmes, Służący cały zmieszany tem przesłuchaniem, odetchnął z ulgą i zbliżył się ku drzwiom.
Wtem Holmes zawołał za nim:
— Pozwólcie, jeszcze jedno pytanie! Czy wspomnieliście tym trzem studentom, których usługujecie, że tu coś takiego zaszło?
— Nie, proszę pana, ani słowa.
— Czy nie widzieliście przez ten czas żadnego z nich?
— Nie.
— Dobrze. A teraz, panie profesorze, jeśli pan pozwoli, pójdziemy o parę kroków dalej.
Wyszliśmy na podwórze i ujrzeliśmy stamtąd, że wszystkie trzy leżące nad sobą okna były oświetlone.
— Pańskie trzy ptaszki siedzą w swoich gniazdkach — rzekł Holmes. — O, a to co? Jeden jest, zdaje się, bardzo niespokojny.