Strona:PL Doyle - Tragedja Koroska.pdf/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


więc my musimy jechać prosto na zachód. Sądzę, że obawa pogoni nie pozwala im trzymać się Nilu. Przypominam sobie, że istnieje droga karawan równoległa do rzeki, mniej więcej na siedemdziesiąt mil w głąb kraju. Jeżeli nie zmienimy kierunku, jutro dojedziemy do niej. Przechodzi koło linji źródeł. Od strony Egiptu, o ile się nie mylę, zaczyna się w Assiout. Drugi jej koniec dochodzi do kraju derwiszów. Zatem może...“
Tu słowa jego przerwał wysoki, ostry krzyk, który nagle przeszedł w potok zmąconych wyrazów bez znaczenia, powtarzających się w obłąkańczych nawrotach. Wypieki pociemniały na policzkach księdza Stuarta, oczy były bezmyślne, ale pełne blasku i jadąc, ani na chwilę nie przestał bełkotać. Dobra matka Przyroda! Nie pozwala dzieci swoich zbytnio poniewierać, jakby mówiła: „tego już za wiele, — zraniona noga, spękane wargi, wylękła, udręczona myśl. Niechże do mnie myśl ta na czas pewien przyjdzie, nim znów jej siedziba nie stanie się jaką była.“ I tak przynęca myśl do Nirwany obłędu, a tymczasem małe pracownice komórki mozolą się i zabiegają, aby dla powrotu przysposobić siedzibę. Jeśli kiedy uderzy was zasłona okrucieństwa, jaką nosi na sobie przyroda,