Ja zaś stałem ciągle przy drzwiach nieruchomy, obok Rustana. Zdawało się, że cesarz nie domyśla się nawet mojej obecności.
— Co tam, de Méneval! — zawołał naraz — czy skończyłeś ten raport?... Mamy jeszcze masę rzeczy do roboty...
De Méneval, coraz więcej podrażniony, obrócił się do połowy:
— Przebacz, najjaśniejszy panie! — mruknął.
— Co mam przebaczyć? Co się snów stało?...
— Przebacz najjaśniejszy panie, lecz... lecz nie mogę przeczytać tego pisma!...
— Ta, ta, t a!... Widzisz przecie o co chodzi, prawda?
— Tak, najjaśniejszy panie, kwestja furażu dla kawalerji.
— Masz tobie!... Wiesz, de Méneval, robisz mi wrażenie Cambaceres’a. Kiedy otrzymał sprawozdanie, które mu posłałem o bitwie pod Marengo, wziął je za plan bitwy. Nie do uwierzenia, że wam wszystkim tak trudno odczytać moje pismo... Ten dokument nie dotyczy wcale furażu dla kawalerji, on zawiera moje instrukcje dla admirała de Villeneuve co do koncentracji floty i zajęcia la Manche. Daj mi go, sam przeczytam.
Porwał papier ze zwykłą sobie gwałownością, lecz po długiem przypatrywaniu się, zgniótł go w kulkę i cisnął pod stół,
— Pisz! — rzekł do Méneval’a — dyktuję...
Zaczął napowrót chodzić i mówić frazesami krótkiemi, urywanemi. Niebawem porwany falą pomysłów, wyrzucał słowa tak szybko, że Méneval z twarzą zaczerwienioną starał się je chwytać w locie. Głos cesarza stawał się dźwięczniejszy, chód gwałtowniejszy.
Plany, rozkazy jego, miały taką jasność, dokładność, iż byłoby mi łatwo je wykonać, choć nie miałem pojęcia o żegludze.
Strona:PL Doyle - Spiskowcy.pdf/99
Wygląd
Ta strona została przepisana.