Przejdź do zawartości

Strona:PL Doyle - Spiskowcy.pdf/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

też opanowała go straszliwa chęć zemsty. Zabić szpiega, wspólnika wiarołomnego, taki był jego zamiar...
Przez sam nawet rodzaj stosunków z moim wujem, nie mógł nie wiedzieć o istnieniu tajemnego przejścia, które dochodziło do zamku Grosbois.
Pędził tam więc prosto, nie myśląc nawet o ucieczce.
W kilku słowach udzieliłem towarzyszom moich przypuszczeń.
— Do pudziemia! — krzyknął porucznik, nie dawszy mi nawet dokończyć.
Nie dosyć powiedzieć: „do podziemia!“ — trzeba najpierw odnaleźć miejsce, co nie było rzeczą łatwą.
Pamiętamy zapewne, że wuj Bernac zmusit mnie do odwrócenia się, podczas gdy odsuwał rodzaj monolitu zasłaniającego przejście.
Opukiwałem skałę na całej długości, wkładałem szablę Gérard’a we wszystkie szpary, lecz dopiero po dwudziestu może nieudanych próbach, trafiłemna otwór tunelu. Podczas tego generał Savary połączył się z nami. Wślizgnęliśmy się wszyscy trzej w kanał; wydał mi się jeszcze ciaśniejszy. Doczołgaliśmy się do szerszej przestrzeni.
Wygodniej tu było, lecz, że nie mieliśmy światła, za każdym krokiem potykaliśmy się o kamienie.
Od czasu do cznsu słyszałem poważny głos Savary’ego obok siebie.
— Powiedz-no, de Laval, czy długo tego będzie?... Duszę się tu!... Gdybyśmy mieli choć krzesiwo...
Dodawałem mu jak mogłem odwagi, lecz sam miałem jej niewiele... Czy to sprawiała ciemność, czy zmęczenie i zdenerwowanie?... Coby nie było, lecz ogarniał mnie smutek śmiertelny.
— Sza! — rzekł naraz Gerard — jest ktoś przed nami... Stanęliśmy, powstrzymując oddech.
W oddaleniu drzwi skrzypnęły na zawiasach...