Strona:PL Doyle - Pamiętniki Holmsa, słynnego ajenta londyńskiego, T1.pdf/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
– 168 –

zarządzona, rozwinie się sama pomyślnie. Wiesz co, Watson! Powracaj teraz lepiej do Londynu!
— Po co?
— Po to, że teraz towarzysz ze mnie niebezpieczny. Człowiek ten wszystko już przegrał; wracać do Londynu niema po co. Jeżeli go znam dobrze, wszystkie swe siły użyje teraz na to, by mi odpłacić sowicie. Tak mi zapowiadał — i tak też uczyni niezawodnie. Lepiej będzie tedy, gdy wrócisz do swych chorych.
Namowa ta, rzecz prosta, pozostała bez skutku. Nadto go kochałem, nadto dawna przyjaźń nas łączyła, bym mógł się zgodzić na pozostawienie go w takiej sytuacyi bez dłoni życzliwej. Sprzeczaliśmy się na ten temat przez całe pół godziny; skończyło się na tem, żeśmy tej jeszcze nocy pojechali razem do Genewy.
Spędziliśmy cudownie cały tydzień na wodach Rodanu, bawiliśmy w Interlakenie, w Mejringu, zachwycaliśmy się widokami górskiemi, oddychaliśmy świeżem, jak rosa, powietrzem; wszędzie atoli, gdzieśmy byli, czułem wyraźnie, że Holms nie zapomina ani na chwilę o grożącem mu niebezpieczeństwie. Czy to w osadach alpejskich, czy w górach odosobnionych, oko jego bacznie wpatrywało się w każdego przechodnia; znać było, że każdej chwili jest przygotowany na spotkanie się z wielkim wrogiem.
Mimo tę ciągłą czujność nie upadał na duchu zupełnie. Nigdy jeszcze nie widziałem