Strona:PL Doyle - Pamiętniki Holmsa, słynnego ajenta londyńskiego, T1.pdf/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
– 156 –

układałem, gdy naraz drzwi się otworzyły i przedemną stanął — profesor Moriarti.
Lubo nerwy mam mocne, Watsonie, to jednak wyznaję, drgnąłem mimowoli, gdy człowiek, który oddawna był celem mych myśli, stanął przedemną oko w oko. Poznałem go odrazu. Jest wysoki i szczupły, czoło ma nadmiernie wysunięte, oczy głęboko w dołach osadzone. Starannie wygolony, ma minę aktora, chociaż dotychczas zachował w ruchach coś profesorskiego. Plecy nieco pochylone od pracy mozolnej, a głowa zaledwie się porusza jakimś gestem złowieszczym, wężowym. Utkwił we mnie oczy ciekawe i przyglądał się z wielką uwagą.
— Jesteś pan mniej odważny, niż-em się tego spodziewał, — rzekł wreszcie, — jest to rzeczą dosyć niebezpieczną trzymać w kieszeni rewolwer nabity.
Stało się zaś istotnie tak, że gdy wchodził, instynktem kierowany, przeczuwając, że może mi grozić niebezpieczeństwo, sięgnąłem po rewolwer, który leżał na komodzie, i włożyłem go do kieszeni.
Gdy rzekł te słowa, wyjąłem rewolwer i położyłem go przy sobie na stole. Profesor uśmiechnął się najniewinniej w świecie, a z wyrazu jego oczu spostrzegłem, że ostrożność ta z mej strony nie była zbyteczną.
— Pan prawdopodobnie nie wie, kim jestem? — zapytał.