Strona:PL Doyle - Pamiętniki Holmsa, słynnego ajenta londyńskiego, T1.pdf/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
– 151 –

— Zdaje mi się, mój drogi, że znasz mnie na tyle, iż nie będziesz posądzał, bym był zbytnio nerwowy. Tymczasem było by rzeczą nierozsądną lekceważyć niebezpieczeństwo, jeżeli ono naprawdę istnieje. Daj mi, mój drogi, zapałkę!
I z przyjemnością widoczną zaciągnął się papierosem.
— Muszę cię przeprosić, — rzekł po chwili, — że tak późno przychodzę, a zarazem prosić cię nie mieć mi za złe, że odejdę od ciebie nie jak porządni ludzie, lecz — przełażąc przez parkan w ogrodzie.
— Co to wszystko ma znaczyć? — zapytałem.
Wyciągnął ku mnie dłoń i przy świetle lampy ujrzałem, że dwa palce u ręki były skaleczone.
— Jak widzisz, mam powód do obawiania się, rzekł z uśmiechem. — A czy pani Watson w domu?
— Nie, niema; pojechała na wieczór.
— Więc jesteś sam w domu?
— Najzupełniej sam.
— Tem lepiej. Przyszedłem zaproponować ci, byś zemną na jaki tydzień pojechał na ląd Europy.
— Dokąd mianowicie?
— Dokąd chcesz. Wszystko mi jedno, byle wyjechać.