Strona:PL Doyle - Pamiętniki Holmsa, słynnego ajenta londyńskiego, T1.pdf/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Byłem już dostatecznie obznajmiony ze „sposobami“ Holmsa, bym mógł wyśledzić bieg jego myśli, to też obejrzawszy uważnie wnętrze karety, dostrzegłem w niem pudełko z narzędziami, na które padał blask latarni; dało to najwidoczniej Holmsowi podstawę do jego twierdzeń doraźnych. To zaś, że okna nasze na górze były oświetlone, upewniło go odrazu o wizycie, jaka nam przypadła w udziale. Z najżywszem zaciekawieniem, co mogło sprowadzać o tak późnej porze nieznajomego kolegę, szedłem po wschodach wraz z Holmsem.
Gdyśmy weszli, podszedł ku nam jegomość blady, wysokiego wzrostu i z jasnym zarostem. Mógł mieć lat trzydzieści z czemś, chorowita atoli cera i wygląd sfatygowany wskazywały wyraźnie, iż młodość musiał spędzić burzliwie. Ruchy i zachowanie się były skromne, a wązka biała ręka, którą złożył na kominku, zdradzała raczej artystę, niźli brata-lekarza. Ubrany był skromnie, lecz wykwintnie; jedynie krawat urozmaicał barwną plamą czarną całość ubrania.
— Witam doktora, — rzekł Holms uprzejmie, — rad jestem, że nie długo czekał na nas doktór.
— Pytałeś pan o to stangreta? — zapytał zdziwiony.
— Zkąd znowu! Poznałem to po świecy, która stoi na stole. Proszę, niech dóktor siada i powie, czem mu możemy służyć.