Strona:PL Doyle - Mistrz z Krocksley.pdf/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Może wyda się to panu śmiesznem, ale w tym czasie kiedy pan spożywał kolację, strzegło pana czterdziestu ludzi... Aha! a to co znowu?!
Kapitan Baumgarten, zacisnąwszy pięści, rzucił się przed siebie. Francuz podniósł prawą rękę, w której błysnął rewolwer, lewą zaś chwycił niemca za piersi i cisnął go na fotel.
— Proszę, aby pan siedział spokojnie — rzekł — o żołnierzy swych niech się pan nie troszczy. Myśmy załatwili się z niemi należycie. Te kamienie podłogi są poprostu zadziwiające. Siedząc na górze, pan nic nie słyszy, co się dzieje na dole. Doprawdy, jesteś pan uwolniony od obowiązku dowództwa, teraz trzeba pomyśleć tylko o sobie. Pan pozwoli, że zapytam o godność?
— Jestem — Baumgarten, kapitan 24 Poznańskiego pułku piechoty.
— Pan doskonale włada językiem francuskim, chociaż pańska wymowa zdradza właściwą pańskim rodakom skłonność do przekręcania litery p na b. Śmieszyło mnie to ogromnie, gdy żołnierze krzyczeli: „ayez bitié sur moi!“ Pan zapewne już zgaduje, kto ma z panem przyjemność rozmawiać?
— Pan — hrabia z Czarnego zamku?
— Tak jest. Byłbym ogromnie zasmucony, gdyby pan opuścił ten zamek, nie poznawszy się