Strona:PL Doyle - Czarny Piotr.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przyłożył do skroni, zrozumiał, że dalszy opór byłby daremnym. Związaliśmy mu jeszcze nogi powrozem i podnieśliśmy się, dysząc ciężko, z placu boju.
— Przepraszam pana bardzo, panie Hopkins — rozpoczął Holmes — jajecznica tymczasem wyziębła. Zato reszta będzie panu lepiej smakowała, chociażby na myśl o tem, żeś pan ten wypadek z takim tryumfem do końca doprowadził.
Hopkins oniemiał z podziwu.
— Nie wiem, co mam powiedzieć, panie Holmes — wybuchnął wreszcie cały zaczerwieniony. — Zdaje mi się, żem sobie od początku jakieś głupstwa wmawiał. Widzę teraz, że nie powinienem był zapominać o tem, że jestem uczniem, a pan mistrzem. — Chociaż teraz nawet, gdy widzę, coś pan uczynił, nie rozumiem, jak się pan do tego zabrałeś i co to ma znaczyć.
— No tak — odrzekł Holmes dobrotliwie — wszyscy przez doświadczenie nabieramy rozumu, i możesz pan z tego wypadku tę wyciągnąć dla siebie naukę, że nie powinno się nigdy tracić z oka drugiej możliwości. Pan byłeś tak przekonanym o winie młodego Neligana, że nie mogłeś pan nawet myśleć o Patryku Cairns, który jest właściwym mordercą Piotra Carey.