Strona:PL Doyle - Czarny Piotr.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wać obie. To jest pierwszem prawidłem przy każdem kryminalnem śledztwie.
— A cóż jest drugą możliwością w tym wypadku?
— Ślad, za którym ja szedłem. Być może, że nic z tego nie wyniknie. Tego na razie wiedzieć nie mogę. Pomimo to postępować będę w tym kierunku dalej, aż do końca.
Przy ulicy Bakera czekało na nas kilka listów. Wziął jeden z nich, szybko go otworzył i uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Pięknie, Watsonie. Druga możliwość dalej się rozwija. Czy masz formularze na depesze? Napisz zaraz kilka telegramów dla mnie. “Summer, agent okrętowy Rateliff Highway. Poślij mi pan trzech ludzi; muszą być tu jutro przed południem o dziesiątej. — Bazyl“. Tak zowię się w owej okolicy. A teraz drugi: “Inspektor Hopkins, 46 Lord Street, Bixton. Przyjdź pan jutro na śniadanie o pół do dziesiątej. Ważne. Proszę o telegraficzną odpowiedź jeśli niemożliwe. Holmes”. Tak, Watsonie, ten przeklęty wypadek od dziesięciu dni spokoju mi nie daje. Narazie jest on dla mnie załatwiony, a jutro prawdopodobnie po raz ostatni o nim słyszeć będziemy.”