Strona:PL Doyle - Czarny Piotr.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Biedny człowiek w pół się ugiął. Ukrył twarz w ręce i drżał okropnie.
— Skąd pan to masz? — wyjąkał. — Nie wiedziałem, gdzie się to podziało. Myślałem, żem to zgubił w hotelu.
— To wystarcza — rzekł Hopkins surowym tonem. — Co pan masz jeszcze do powiedzenia, to powiesz pan przed sądem. Teraz uda się pan ze mną na strażnicę policyjną. Panie Holmes, dziękuję serdecznie panu i pańskiemu przyjacielowi, żeście tu ze mną przyszli, by mi pomódz. Jak się teraz pokazało, pańska obecność nie była tu potrzebną i byłbym ten wypadek i bez pana doprowadził do pożądanego końca, niemniej jednak jestem panu wdzięcznym. W hotelu Brambletye kazałem zarezerwować dla panów pokoje na noc, zejdźmy teraz razem do wsi.
— Słuchaj Watsonie, co sądzisz o tym wypadku? — spytał mnie Holmes, gdyśmy wracali po krótkim, nocnym śnie.
— Widzę, że nie jesteś zadowolonym.
— O tak, kochany Watsonie, jestem zupełnie zadowolony. Pomimo to jednak metoda Hopkinsa nie podoba mi się. Pomyliłem się co do niego. Spodziewałem się po nim czegoś lepszego. Trzeba zawsze rozglądać się jeszcze za inną możliwością i porówny-