Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Rozłamcie zaraz laskę! — krzyknął Sanczo.
Spełniono rozkaz i z wydrążonego wewnątrz kija wysypało się dziesięć sztuk złotej monety.
Wszyscy podziwiali mądrość wyroku i ciekawi byli, jak Sanczo Pansa odgadł, co się w kiju mieści.
— Rzecz bardzo prosta — odpowiedział widziałem, jak ten człowiek oddawał swojemu wierzycielowi laskę przed przysięgą, patrzyłem na niego podczas przysięgi, zauważyłem, jak skwapliwie laskę odbierał później i domyśliłem się podstępu.
Z ratusza przeprowadzono Sanczę do pięknego domu, gdzie w sali świetnie przystrojonej czekała go wspaniała uczta. Gdy wszedł, zagrała muzyka. Giermkowie podali mu naczynie z wodą do umycia rąk. Sanczo, chociaż bardzo był głodny, jednakże zachował się z całą powagą. Nareszcie zasiadł przy stole, na którym podano tylko dla niego nakrycie, a jednak było tam mnóstwo potraw, bardzo ponętnie wyglądających. Obok jego krzesła stanął nieznajomy pan z maleńką pałeczką w ręku, który objaśnił, że jest lekarzem i że obowiązkiem jego jest czuwać nad zdrowiem pana gubernatora.
Zaledwie Sanczo sięgnął po owoce, już lekarz dotknął ich pałeczką, a na ten znak