Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jak wy. Jakie prawo macie nad nim? Zostawcie mu jego obyczaje: są uczciwsze i mądrzejsze niż wasze. Nieświadomość jego warta jest więcej niż cała wasza wiedza; na nic mu się nie zda wasza oświata. Nie znał zgoła plugawej choroby, wyście mu ją zanieśli, i niebawem rozkosze jego będą haniebnie zatrute. Nie znał zbrodni ani rozpusty, młode dziewczęta poddawały się pieszczotom młodych ludzi, w obecności rodziców, wśród kręgu niewinnych mieszkańców, przy dźwięku fletni, wśród tańców, a wy chcecie zatruć ich dusze swemi niedorzecznemi i fałszywemi poglądami i obudzić w nich świadomość występku zapomocą urojonych pojęć wstydliwości. Kryjcie się w ciemnościach ze skażoną towarzyszką waszych uciech, ale pozwólcie dobrym i prostym Taitom rozmnażać się bez wstydu w obliczu nieba i w biały dzień. Zaledwie zjawiliście się między nimi, stali się złodziejami; zaledwie stąpiliście na ich ziemię, zrumieniła się krwią; tego Taitę który przyjął was, wołając: Tayo, przyjaciel, przyjaciel, zabiliście; i dlaczegoście go zabili? Dlatego, że go skusił blask waszych europejskich łachów; dawał wam swoje owoce, dom, żonę, córkę, a wyście go zabili za kawałek szkiełka, który wam ściągnął. Widzę tych Taitów jak chronią się na góry, przejęci grozą i lękiem; gdyby nie ten czcigodny starzec, który was osłania, w jednej chwili wymordowaliby was wszystkich. O, czcigodny ojcze tej licznej rodziny, jak ja cię podziwiam, jak ja cię sławię! Kiedy rzucasz pogardliwe spojrzenia na tych cudzoziemców, nie zdradzając ani dziwu, ani niepokoju, ani obawy, ani ciekawości, twoje milczenie,