Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/180

From Wikiźródła
Jump to navigation Jump to search
Ta strona została uwierzytelniona.


— Och! bardzo drobny.
— Nabiera wagi w ich oczach, przez szereg wypadków których nie podobna było przewidzieć ani im zapobiedz.
— Nawet przez okoliczności zupełnie obce pierwotnemu źródłu; tak n. p. śmierć brata pani de la Carlière, wskutek odstąpienia pułku przez Desroches’a.
— Bo ludzie są, w dobrem jak i złem, naprzemian śmiesznymi chwalcami albo niedorzecznymi krytykami. Wynik jest zawsze sprawdzianem ich pochwały i nagany. Mój przyjacielu, słuchaj ich sądów, o ile cię nie nudzą; ale nie wierz im, i nie powtarzaj ich nigdy, pod grozą stania się wspólnikiem ich niedorzeczności. O czem-że ty myślisz? zadumałeś się.
— Odmieniam tezę, przypuszczając, u pani de la Carlière, postępowanie bardziej przeciętne. Znajduje listy; dąsa się. Po upływie kilku dni, niehumor jej sprowadza wyjaśnienie, a poduszka pojednanie, jak zazwyczaj. Mimo usprawiedliwień, zaklęć i ponawianych przysiąg, lekki charakter Desroches’a pociąga go do drugiego błędu. Nowe dąsy, nowe wyjaśnienia, nowa zgoda, nowe przysięgi, nowe wiarołomstwa, i tak kolejno przez trzydzieści lat, jak jest w zwyczaju. Tu natomiast, Desroches jest szlachetnym człowiekiem, który sili się naprawić, zapomocą mnogich starań, zapomocą miłości bez granic, dość błahą przewinę.
— Jak nie zawsze jest w zwyczaju.
— Bez rozłączenia tedy, nie byłoby skandalu; żyliby razem, jak żyjemy wszyscy; teściowa, matka,