Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Sprawa jest dosyć świeża; a wszyscy ci ludzie, to krewni albo przyjaciele nieboszczki. Pani de la Carlière umarła zeszłego roku w drugie święto Wielkiej Nocy, i wiesz gdzie? U św. Eustachego, podczas mszy, pośród tłumu ludzi.
— Cóż za szaleństwo! Umiera się w swojem łóżku. Kto kiedy wpadł na ten koncept aby umierać w kościele? To kobieta postanowiła być przesadną aż do końca.
— Tak, przesadną, słuszne określenie. Czuła się nieco lepiej. Wyspowiadała się poprzedniego dnia. Mniemała iż jest dość silna aby przystąpić do św. komunii w kościele, zamiast przyjmować ją w domu. Zaniesiono ją w lektyce. Wysłuchała mszy, nie skarżąc się i nie zdradzając cierpienia. Nadchodzi chwila komunii. Służebne ujmują ją pod ramię i prowadzą do stołu pańskiego. Ksiądz podaje jej komunię, ona nachyla się jakgdyby poto aby ją przyjąć i umiera.
— Umiera.
— Tak, umiera przesadnie, jak to nazwałeś.
— Dopieroż musiało zakotłować!...
— Nie mówmy o tem; można to sobie zresztą wyobrazić, i przejdźmy do dalszego ciągu.
— Z tą chwilą, ta kobieta staje się sto razy godniejszą współczucia, a jej mąż bardziej ohydnym.
— Rozumie się samo przez się.
— I to jeszcze nie wszystko?
— Nie; przypadek chciał, aby Desroches znalazł się na drodze, kiedy panią de la Carlière przenoszono martwą z kościoła do domu.