Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wychowanej kanalii, dla której niema nic świętego? Tak zrobię; skończy się na tem. Ani chybi; tak zrobię. Zebranie, które zaczęto od uśmieszków, skończyło się wśród łez. Desroches rzucił się do nóg pani de la Carlière, obsypując ją szczeremi zaklęciami. Nie ominął niczego coby mogło obciążyć lub uniewinnić jego poprzednie prowadzenie; porównał panią de la Carlière z kobietami które znał i porzucił; wyciągnął z tego słusznego i pochlebnego zestawienia pobudki zdolne ją uspokoić, zdolne ubezpieczyć jego samego przeciw modnej płochości, przeciw wybrykom młodego wieku, płynącym raczej z powszechnego obyczaju niż z własnego charakteru. Wszystko co mówił, mówił w istocie z przekonania, z intencyą poparcia słów czynem. Pani de la Carlière patrzała nań, słuchała, starała się przeniknąć jego słowa, gesty, i tłómaczyła wszystko na jego korzyść.
— Czemużby nie, jeżeli mówił szczerze.
— Pozwoliła się ująć za rękę, którą on całował, przyciskał do serca, całował znowu, zraszał łzami. Wszyscy dokoła podzielali ich tkliwość; wszystkie kobiety czuły jak pani de la Carlière, mężczyźni jak kawaler.
— To właściwość szlachetnego wzruszenia, iż zdoła tchnąć w wielkie zgromadzenie jedną duszę i jednę myśl. Jak ludzie się cenią, jak kochają w takich chwilach! Jak piękna naprzykład jest ludzkość w teatrze! Dlaczego trzeba rozstawać się tak szybko! Ludzie są tak dobrzy i tak szczęśliwi, kiedy zacność zjednoczy ich uczucia, zleje je, zespoli w jedno!
— Cieszyliśmy się tem szczęściem które i nas