Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/593

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy iść do grobu mężowi kazała.
Umarł mąż młody, umarł mąż kochany,
A kto opisze wielkość żony rany?
Płacze, łzy, krzyki i śmiertelne mdłości,
Najmniejsze znaki były jej miłości;
To większa, im jest to na świecie rzadka,
Że się prawdziwie chciała zabić gładka,
A nie poduszki rogiem alba końcem,
Ale żelazem. A cóż jest pod słońcem
Równego? Jednak i krewni uważni
I przyjaciele, zbiegłszy się, poważni
Szaleć nie dali. Alboć nie szaleństwo,
Dla umarłegu ponosić męczeństwo?
Ledwo tę tedy wdowę nie związali,
Dzień i noc słudzy pilno wartowali.
Alić ma wdową w tej stroskanej mierze
Rezolucyą mężną przed się bierze:
Chlipając, mówi: „Darmo nie dajecie,
„Umrzeć mi, tego wżdy nie dokażecie;
„Umrę ja z głodu i za mężem pójdę
„I pożądanej za nim śmierci dojdę“.
Na to perswazye czynią jej daremnie,
Już drogę bierze przed się nietajemnie.
Moda ta była u dawnych poganów,
Że w polach swoich grzebywali panów;
Nad tymi groby wystawiali gmachy,
W marmurach pysznych pozłociste dachy.
W takim to grobie męża jej schowano,
Ale strapionej jej nie utrzymano.
Że do owego grabu pobieżała
I, nad nim płacząc, z glodu umrzeć chciała,
I dziewka poszła za nią aż do grobu;