Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/588

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Łasi się przed nim i nogi mu liże.
„A lud, kiedy się dowie, zadumiony,
„Woła, niewolnik by był uwolniony.
„Widząc ja wdzięczność tej srogiej bestyi,
„Jako ją widzisz z tej to historyi,
„Zarazem sobie lwi lud obmierziła
„I do ptastw rodu przenieść umyśliła.
„Orzeł, król ptaków, zdał mi się sposobną
„Być rezydencyą, nie kładąc podobną,
„By ptak drapieżny wdzięcznością się parał;
„Aleć mój orzeł, gdy się żywić starał,
„Wpadł w zastawione i dość mocne sidła,
„W których umatał i głowę i skrzydła.
„Panna, która to na orła patrzała,
„Jakąś kompasyą do niego zabrała,
„Mówiąc: „Żal mi cię, królu ptastw: sam, ptaku,
„Idź wolno z moich dziś rąk, nieboraku!
„I wywiązała z pęt onego orlica;
„Zaprawdę grzeczna ta była dziewica!
„Alić mój orzeł, wzbiwszy się do góry,
„Pierwszego ptaka, co porwał w pazury,
„Niesie do panny; jak ma sposób łatwy,
„Kaczki, jarząbki, gęsi, kuropatwy,
„Bez legawego psa ów orzeł łowi
„I pannie nosi: kto równego powié!
„Ale tu wdzięczność orła mnie przeciwna
„I tak prawdziwa, jako widzisz, dziwna,
„Znowu i z orła i z ptastw mię wypędza,
„Szukam ja tedy — mówi dalej jędza —
„Miejsca dla siebie, będąc pełna jadu,
„Swoje mieszkanie przenoszę do gadu
„I mieszkam w wężu. Już mię też stąd brudno