Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Więc Ezop jął je przeklinać:
„Gdyż nie chcecie i bogów dbać,
„Ludzie serca zapieklego,        3055
„Posłuchajcie ale tego:
„Oracz na wsi był sie starzał,
„A miasta nigdy nie widział;
„Mówił z sobą: Niżli skonam,
„Jeszcze wżdy też ludzi poznam.        3060
„I kazał sie na wóz wsadzić
„A do miasta doprowadzić.
„Słudzy tako uczynili.
„Samego z osły puścili,
„Rzekąc: Już sie nie staraj,        3065
„A jedno osły poganiaj:
„Oni cię tam doprowadzą.
„Bowiem drogę dobrze wiedzą.
„Owo nagłe burze wstały
„I wszystek świat zamieszały;        3070
„Osłowie drogi umylili,
„Na skały wóz wprowadzili.
„Więc sie on starzec przewrócił;
„Lecąc na dół, tako mówił:
„Żal mi, iże nie od koniów,        3075
„Ale ginę od złych osłów;
„Takieżci i ja żałość mam,
„Iże żywota pozbywam
„Nie od ludzi sprawiedliwych.
„Ale od zdradziec fałszywych“.        3080
A gdy go już zepchnąć chcieli,
Prosił, by jeszcze słyszeli:
„Ociec — pry — a córkę miłował,
„Więc żonę do miasta posłał;