Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Otóż tego o to pytaj,
„A coć powie, pilnie słuchaj:
„Ten ci przyczynę ugodzi,
„Jako sie łocyga rodzi“.
Ogrodnik na Ezopa weźrzał,        885
Rzekąc: „Więcby ten co umiał?
„Barzoć k temu niepodobny,
„Boć plugawy i też żadny“.
Ezop rzekł: „Temu sie nie dziwuj,
„Po twarzy sie nie znamionuj;        890
„O coś pytał, tego słuchaj,
„O moję krasę nic nie dbaj.
„Pytałeś, przecz ono ziele,
„O którym jest pracej wiele,
„Nigdy tak prędko nie wschodzi,        895
„Jako, co aie samo rodzi:
„Ziemia, matka wszystkich rzeczy,
„Ziele rodzi, jako dzieci,
„O tych więtszą pracą ma,
„Które ona sama chowa;        900
„Ale które jej polecą,
„Nie chowa ich z taką pieczą,
„Jak mężowych dzieci macocha,
„Nie tak, jako swoich, kocha“.
Ogrodnik, gdy to usłyszał,        905
Rzekł: „Dosyć-eś mi udziałał;
„A dziękujęć, iże to znam,
„I to ziele darmoć już dam.
„I jeszcze, kiedyć pogoda,
„Przydzi do mego ogroda,        910
„A bierz sobie, coć potrzeba;
„Pieniędzyć dawać nie trzeba“!